Ot nic nadzwyczajnego… Pralka się zepsuła… Nie pobiera wody…
Szukasz nerwowo w necie jakiegoś niedrogiego serwisu, który by to szybko ogarnął na miejscu. Po kilkunastu minutach znajdujesz polecany serwis. Opinie ok, ceny znośne. Dzwonisz…
Miły damski głos przyjmuje zgłoszenie i ustalacie termin wizyty serwisanta. Już za dwa dni. W myślach modlisz się, by nie trzeba było wymieniać jakichś drogich części, albo naprawa nie trwała w nieskończoność.
Nadchodzi ten dzień. Umówiona godzina. Dzwoni domofon. Podnosisz słuchawkę i zamiast dzień dobry słyszysz tylko: „serwis do pralki”. Pierwsze wrażenie punktualnością właśnie zostało zrównane z poziomem gruntu.
Po chwili dzwonek do drzwi. Nerwowo zerkasz, przez wizjer. Jesteś Sama i nieco się obawiasz. Za drzwiami widzisz gościa w kapturze, ubraniu roboczym, zarośnięty jak dziki agrest. Nawet nie widać mu twarzy. Bojąc się otwierasz, bo pranie czeka już od kilku dni…
„Dobry, do pralki” – rzuca jakby od niechcenia serwisant. Pokazujesz drogę do łazienki i ten ze swoją walizką tam właśnie się udaje.
Nerwowo spoglądasz co będzie robił, ale on bez słowa odsuwa od ściany pralkę i zaczyna ją rozkręcać. Odchodzisz więc na bok, by nie przeszkadzać, ale starasz się słuchać co tam się dzieje w tej łazience.
Po około piętnastu minutach słyszysz, że pralka się uruchamia i wyraźnie da się zauważyć, że napełnia się wodą.
Myślisz, szybko poszło. Może nie policzy majątku za naprawę. Ale właśnie dotarło do Ciebie, że nawet nic do picia nie zaproponowałaś…
Zaglądasz do łazienki, by jednocześnie zobaczyć na jakim etapie jest naprawa i naprawić błąd proponując choćby wodę.
Widzisz, że pralka ma jeszcze zdjętą obudowę, ale działa. Pytasz, czy podać może coś do picia. Serwisant jakby od niechcenia mówi, że kawę, małą, czarną.
Zaskoczona taką bezpośredniością, ale jednak idziesz zrobić tą kawę.
Gdy wracasz niosąc ją gorącą do łazienki, zauważasz, że pralka jest już poskładana i leci w niej jakiś program, jakby dla testu.
Podajesz kawę i pytasz, czy wszystko się udało i ile to będzie kosztować.
Serwisant odwraca głowę w Twoją stronę, zdejmuje kaptur i mówi: „Magia jest za darmo, ale buziak by nie zaszkodził” 😉
Teraz zauważasz, że to ja.
Nie wiesz co masz powiedzieć. Nie spodziewałaś się takiego obrotu spraw, a już na pewno nie przyszłoby Ci do głowy, że to jestem ja.
Ot magia 🙂
Gdy już złapałaś oddech…
Dostałem tego namiętnego upragnionego całusa. Miałem wrażenie, że nawet chciałaś sprawdzić, czy aby na pewno obudowa pralki została mocno poskręcana i wytrzyma więcej niż tylko wirowanie…
Po pocałunku dopijam resztę kawy i mówię, Ci tylko, że „Nie dziś Najmilsza… dziś chciałem się tylko upewnić, że u Ciebie wszystko w porządku”.
I po chwili dodaję: „Ale w przyszłym tygodniu będzie sprawdzanie gniazdek 😉 przez elektryka 🙂
Daję Ci buziaka w nosek i znikam za drzwiami…













