Po wielu perturbacjach związanych z terminem przylotu, czasem pobytu, zakupem biletów… W końcu czekam na Ciebie na terminalu 2 Wyjście D. Na fligtradar24 obserwuję jak samolot zbliża się do podejścia do pasa. W myślach mam, że już za parę minut przejdziesz przez tą bramkę i zabiorę Cię do siebie na te kilka dni (choć wolałbym więcej, ale dobre i to).
Mijają minuty… kolejne… widzę na radarze, że samolot kołuje już po pasie i zbliża się do terminala. To znaczy, że jeszcze kilka minut i zobaczę Twoje nieco zdezorientowane, ale mam nadzieję radosne na mój widok oczka.
W końcu Bramka się otwiera, następuje zwolnienie blokady i ludzie jak te kuleczki w lotto zaczynają się wsypywać. Gdzieś w połowie peletonu widzę Ciebie Najmilsza… Na Twojej twarzy maluje się zakłopotanie. Przez moment mnie nie dostrzegasz. Ale już po przejściu magicznej linii z dziwnym napisem „Only Exit” zauważasz mnie i zaczynasz iść w moim kierunku. Na Twoich ustach maluje się coś na kształt banana 😛 Nie wiem, czy to na mój widok, czy na myśl, że dalej nie musisz się martwić gdzie i jak trafić. Na twarzy zaczyna Ci się malować nieśmiały uśmiech z serii „jak tu się przywitać i co powiedzieć?” 😉
Obejmuję Cię na powitanie. Nie bardzo chcesz mnie puścić. Mówię, że cieszę się, że w końcu dotarłaś.
Idziemy w stronę parkingu pod/nad- (*uj go wie jak to na tym lotnisku jest) -ziemnego. Turlam Twoją walizeczkę niewiele cięższą od Ciebie. Podchodzimy do automatu gdzie płaci się za parking. Wyjmuję z kieszeni kwitek z parkingu i banknot do zapłacenia. Nie, nie chwalę się kasą. Chcę obsłużyć tą cholerną maszynę na jednym z większych lotnisk w europie. Tak… Pamiętam też, że zajęło sporo czasu zanim ogarnąłem jak to ustrojstwo działa, gdy byłem tu pierwszy raz. Sukces. Parking opłacony. Ja się cieszę najbardziej (że nic się nie zacięło) – a Ty patrzysz jak na dzieciaka co mają zaciesz, bo pobawił się automatem 😀
Idziemy jeszcze kawałek korytarzem. Później winda, odpowiednie piętro. Spacerek do auta… No dobra… auto brzmi zbyt szumnie jak na rozmiar tego pojazdu 😉
W środku mam dla Ciebie bułeczki, bo pewnie zgłodniałaś po podroży. I wodę mineralną jakby trzeba było popić 😉 Przed nami 40km ale że nie zgłaszasz potrzeby w postaci toalety to zabieram Cię po drodze na osiedle krzywych/pofalowanych bloków mieszkalnych. Nie opiszę jak wyglądają – bo nie byłoby to takie proste 😀 to trzeba zobaczyć 😉 A że mamy po drodze to jest okazja pokazać, że architekci nie wszystko robią od linijki 😀
Zaczyna Ci się podobać. Widać, że cały ten Twój stres związany z podrożą w nieznane jeszcze nie odpuścił. Ale stopniowo poddajesz się emocjom chwili. Pakujemy się do pojazdu (tak, to dobre określenie 😛 ) i jedziemy dalej. Jest głośno, twardo… bo tak ma być, ja tak lubię 🙂 Ale na szczęście za kilkanaście minut koniec podroży. Docieramy na miejsce, a po drodze widać zamek na szczycie góry. Tak, zabiorę Cię tam, ale nie dziś.
Jesteś już w mieszkaniu. Krótkie oprowadzenie co gdzie jest. Gdzie masz ręczniki, gdzie sypialnia którą dla Ciebie przygotowałem. Mamy środę. Ja rano wstaję. Ty możesz spać do oporu 😉 więc spokojnie odeśpisz podroż.
Dostajesz instrukcje gdzie szukać kawy, jedzenia i innych przywilejów wolnego 🙂 Siedzimy i rozmawiamy, głównie o kwestiach technicznych. Typu „tu masz klucz do mieszkania jakbyś chciała wyjść na spacer” „Zamek jest zatrzaskowy, więc jak wyjdziesz bez klucza to nie otworzysz 😛 , „Tu jest lodówka, kawa, cukier, mleko do kawy, pieczywo, sztućce, kubki, etc.
Widać w Twoich oczach stres/zdenerwowanie. Jeszcze nerwy związane z podrożą nie puściły. Robię Ci herbatkę na dobry sen, idziesz się umyć i do spania. Dzień pełen wrażeń dobiega końca, a to przecież dopiero początek tej przygody.
Rano jadę do pracy. Po cichutku. Ty jeszcze śpisz. Zaglądam do Ciebie ukradkiem, czy wszystko ok zanim wyjdę i widzę Ciebie Najmilsza, zwiniętą w kłębuszek na samym brzegu łóżka ale ze spokojną i uroczą minką. Taką wręcz słodką, aż chciałoby się poprawić kołderkę i dać buziaka w czółko, ale nie ma jak – bo cała owinięta jesteś kołdrą, a moje wejście tam mogłoby Cię obudzić. Nic. Jadę do pracy. Dzień jak co dzień 😉
Około godziny 11tej piszesz mi czy możesz otworzyć mleko żeby sobie wlać do kawy. To urocze, ale specjalnie dla Ciebie je kupiłem. Ja pijam czarną. Piszę Ci, gdzie znajdziesz cukier i inne pierdoły – na wypadek jakby wczorajszy stres spowodował, że zapomniałaś 🙂
Jest 16:40 pojawiam się po pracy w domu. Nie wiem jakim cudem, ale zrobiłaś obiad. (Tak celowo nie piszę co, bo bez sensu, żebyś terasz szukała przepisów). Wystarczyło Ci to co w lodówce i to co w szafkach znalazłaś. Jestem pod wrażeniem i tym bardziej dlatego, że się nie spodziewałem.
Ty masz jakieś maile do odpisania i inne sprawy do załatwienia więc ja też zajmuję się chwilowo swoimi sprawami. Wieczorem ogarniam jedzonko na kolację i choć cały czas widzę Twoje jakby skrępowanie sytuacją „że zwaliłaś mi się na głowę” Daję Ci do zrozumienia, że się cieszę z Twojej wizyty (jakby wystarczającym dowodem nie było, że Cię odebrałem z lotniska 😛 a nie kazałem turlać się pociągami) i że jutro zabieram Cię na najdłuższy most linowy w europie, choć na samą myśl o tym masz przerażenie w oczach 😛
Jest piątek. Budzę Cię rano bladym świtem o 8mej 😀 Śniadanko, ogarnięcie się, 200km i jesteśmy o 10tej na moście. Dlatego w piątek bo w weekendy tam są tłumy (i tumany). A dziś kilka osób na cały most. Do końca mostu jedyne 200m. W dół jakieś 150m. Ty zaczynasz marudzić, że Ty nie przejdziesz, bo widzisz w dół ile jest do ziemi. Zabieram Ci okulary, obejmuję i zabieram na most. Z daleka wyglądamy pewnie jak objęta para, ale z bliska raczej jakbym Cię porwał – tak niepewnie stawiasz kroki. Przed połową drogi chcesz mi już wydłubać oczy za to że Cię tu zabrałem, ale wiesz, że jak to zrobisz to szybko nie wrócimy na stały ląd. Dokładnie w połowie drogi – w najwyższym punkcie oddaję Ci okulary. Chyba nikt bardziej przytulony do mnie w życiu nie był jak Ty. W Twoich oczach i głosie da się zauważyć, że najchętniej zabiłabyś mnie za to, że Cię tu zabrałem i jednocześnie ucałowała za taki widok. Docieramy na drugi koniec mostu. Piknik, odpoczynek i decyzja o powrocie. Dopiero teraz dociera do Ciebie, że auto mamy po drugiej stronie mostu i trzeba tędy jeszcze wrócić 🙂 Albo iść na piechotę 12km na około. Widzę w Twoich oczkach, że chciałabyś mi ukręcić głowę przy samych pośladkach – gdybyś tylko umiała trafić z powrotem. Ufff… chwilowo jestem bezpieczny 😀 Ale tak swoją drogą, zawsze uroczo się złościłaś 😉
Wróciliśmy na parking. Nikt nigdy nie był tak do mnie przyklejony jak Ty Najmilsza na tym moście. I jednocześnie nikt nie chciał aż tak bardzo mi gardła rozerwać 😀
Wracamy do mieszkania. Wieczór jak to wieczór, Ty masz swoje nieodebrane połączenia i musisz to ogarnąć, a ja swoje mam zajęcia.
Po kolacji siedzimy jeszcze chwilę przy stole. Jesteś zmęczona, widać to. Ale jakby spokojniejsza się wydajesz. Rozmawiamy… Pada pomysł na obejrzenie czegoś. Odpalam Netflixa i przebieramy w filmach. Przypada Ci do gustu jeden. Włączamy. Nalewam nam winka domowej roboty. Siedzimy na kanapie i oglądamy. Sprawiasz wrażenie zmarzniętej, więc wyjmuję mój milusi kocyk i Cię nim owijam (wyglądasz jak kokon motyla). A żeby było Ci cieplej (hmmm 21stC w salonie) to obejmuję Cię ramieniem. Wtulasz się we mnie i oglądamy. Nie więcej niż po 20stu minutach wyjmuję Ci z dłoni lampkę z winem, bo ewidentnie zaraz się wyleje. Stawiam ją na ławie, a Ty mimowolnie osuwasz się z moich ramion na moje kolana. Śpisz. Można Cię smyrać po nosie i nie reagujesz – znaczy śpisz. Żeby Cię nie budzić smyram Cię delikatnie po włosach i dalej oglądam film.
Gdzieś w połowie filmu stwierdziłem, że w mało wygodnej pozie leżysz, a skoro i tak już spisz pewnie lepiej byłoby Ci na wygodnym łóżku. Najchętniej bym Cię tam zaniósł (takiego śpiącego aniołka), ale i tak pewnie przy jakiejkolwiek próbie ruchu byś się obudziła. Więc aby Cię delikatnie obudzić zacząłem Cię smyrać dłonią po policzku i szeptem wymawiać „Najmilsza”.
Obudziłaś się i jak to Ty – przeprosiłaś pięć razy za to że usnęłaś, poszłaś się umyć i do spania.
Nastała sobota.
Po smacznej kawce i śniadaniu – wyruszyliśmy na zamek. Znaczy ruiny. Ale nie od razu na ten co widać z okna. Najpierw pojechaliśmy na zamek Frankensteina (znaczy też ruiny). Zaraz po tym na zamek ten widoczny z okna. Wrażeń i efektów nie będę tu opisywał, bo to trzeba zobaczyć 😉
Wróciliśmy do mieszkania. Ty miałaś zaplanowaną jakąś wideokonferencję więc zostawiłem Cię w salonie, bo tam jest najlepszy sygnał WiFi i kawa pod ręką 🙂 Ja poszedłem do warsztatu w piwnicy. Tam nie będę Ci przeszkadzać, a „zabawek” mam tam bez liku. Napisałem Ci tylko na whatsapp, że idę do mojego warsztatu i że jak coś to pisz SMS bo tam zasięgu nie ma, a SMS dojdzie nawet po kilkunastu minutach. Odpisałaś tylko „ok”.
Wieczorem gdy oboje już byliśmy gotowi po swoich zajęciach przyszedł czas na obiadokolację i ustalenie, że w niedzielę zabieram Cię do malowniczego miasteczka (tak, tam też są ruiny zamku). Ale nie tylko 😉
Poszłaś ogarnąć się, umyć i przebrać, na wypadek gdybyś znowu zasnęła. Wyszłaś z łazienki owinięta w mój szlafroczek (który Ci wcześniej przygotowałem jakbyś chciała po kąpieli się czymś owinąć). Na głowie miałaś ręcznik zawinięty na włosach. Pomyślałem „kurde ja tak seksownie nie wyglądam w tym szlafroku jak Ty”. Zrobiłaś sobie herbatkę i usiadłaś na kanapie. Obok mnie bawiącego się smartfonem. W pewnym momencie z miną małej dziewczynki, która właśnie coś zepsuła zaczęłaś mnie przepraszać za brak kontaktu z Tobą. Że miałaś stresującą konferencję i do tego stare problemy które się nałożyły na siebie. Przytuliłem Cię i powiedziałem, że rozumiem i „nie przepraszaj 😛 zrelaksuj się i odpocznij”. Wróciliśmy do oglądania filmu. Mniej więcej od tego momentu, który jeszcze pamiętałaś. Siedziałaś obok oparta o mnie. Z Twoim (kiedyś moim) nowym ulubionym kocykiem na kolanach. Z lampką wina w dłoni. Nowego, wczorajsze wylałem 😉
W trakcie filmu trochę rozmawialiśmy, trochę komentowaliśmy co się dzieje na ekranie. W pewnym momencie była scena w której kobieta leży na łóżku w seksownej bieliźnie i pół prześwitującej haleczce. Ale ujęcie było na tyle ładnie oprawione, że działało to jednocześnie na wyobraźnię erotyczną jak i na zmysły estetyczno-romantyczne. W tym momencie powiedziałaś, że kiedyś chciałaś mieć takie zdjęcia. Ot tak dla siebie. Nikomu się nimi nie chwalić, ale nigdy się na to nie odważyłaś, choć w sumie masz tam jakąś koleżankę co mogła Ci wtedy takie fotki zrobić. Zapytałem, czy ta chęć już minęła, czy jakbyś miała kiedyś możliwość to byś się zdecydowała. Zaczęłaś te swoje wywody (standard nawet u 19-sto letnich modelek) że biust nie taki, że stara już jesteś, ble ble ble… Nie nakręcając się zapytałem. Czy jeśli miałabyś możliwość, żebym ja Ci takie fotki zrobił to czy byś się zdecydowała, czy raczej musi być to pani-fotograf. Powiedziałaś, że z facetów to tylko ja mógłbym Ci takie fotki zrobić, bo możesz mi zaufać, że nikt inny ich nie zobaczy, a tak poza tym to tylko kobiety i to musisz znać taką fotografkę. Do obcej nie pójdziesz. Powiedziałem więc, że jak się kiedyś zdecydujesz to zapraszam. Mogę Ci takie fotki zrobić, ale tylko w studio. Przytaknęłaś mi i zakończyliśmy temat.
Dolałem nam winka i dalej oglądaliśmy film.
W pewnym momencie zapytałaś (bo Ty wiecznie o wszystko musisz się pytać czy możesz 😛 ) czy mogłabyś się położyć i oprzeć głowę na moich kolanach. Odstawiłem Twoją lampkę wina na ławę i sam oparłem Cię na moich nogach podkładając poduszkę, by było Ci wygodniej niż poprzednio. Oczywiście po chwili usnęłaś. No kto by pomyślał 😀
Przebudziłaś się w momencie gdy para (główni bohaterowie) się namiętnie całują. Rzuciłaś okiem na ekran, złapałaś mocniej dłonią za moje udo i wtuliłaś się jeszcze bardziej – dalej zasypiając. Nosz qrwa… Namiętna scena przed oczami, na kolanach głowa pięknej kobiety zaciskającej dłoń na moim udzie, rozkoszne włosy zaplecione w moją dłoń i zgrabne ciałko w zasięgu wzroku, którego nie zatuszował nawet kocyk. I Twój zapach… Moje ciało zareagowało tam gdzie powinno na taki splot bodźców i jednocześnie nie powinno z powodów oczywistych. Na szczęście nie zauważyłaś nic. Uff… dobrze, że dałem tą poduszkę na kolana. 🙂 Spałaś dalej. Chciałem Cię obudzić zaraz po filmie i odtransportować do sypialni, ale taki nudny ten film wybrałaś, że sam usnąłem przed jego końcem.
Poranna pobudka była dosyć zaskakująca. Ja śpiący na siedząco, Ty z głową na moich kolanach.
Wiedziałem, byłaś zmęczona, a ja nie chciałem Cię budzić, żebyś dzisiaj miała siły na kolejną wycieczkę. Szeptem mówiłem do Ciebie ale i tak się nie obudziłaś. Ja nie mogłem nic zrobić Miałem na kolanach Twoją głowę. Śpiącego aniołka. Aniołka, który budząc się najpierw bardziej się wtulił we mnie zanim ogarnął, gdzie jest i co się stało. Dopiero po chwili podniosłaś głowę. Z uroczą rozczochraną fryzurką 🙂
Nastała niedziela. Zaraz po śniadanku i kawce pojechaliśmy zwiedzić miasteczko z kolorowymi kamienicami, ciasnymi krętymi uliczkami i pięknym widokiem z góry zamkowej. Wracając powiedziałem, że mam dla Ciebie jeszcze niespodziankę w sensie zwiedzania i zabrałem Cię do małej wioski… w której stoi wielki zamek… a w tym zamku jest… niespodzianka 😉
Podobało Ci się. Bardzo. Tobie Najmilsza chyba najbardziej spodobał się ten punkt programu dnia. Na tyle, ze Twoje oczka zerkały na mnie szklistym spojrzeniem i uroczo się do mnie uśmiechały.
Mój sen się tu skoczył brutalnie przerwany dźwiękiem budzika. Ale była dopiero niedziela. Do środy jeszcze wiele mogło by się wydarzyć 😉
/taki jeden/













