Wybrałem się dziś na fitness. No nie powiem. Spodobało mi się 🙂
Na początku trzeba było trochę pobiegać. Tak zapewne na rozgrzewkę.
Później trochę skłonów i przysiadów. Standard.
Ale chyba najlepsza była gimnastyka na drabince. Naciąganie ramion do góry, skręty bioder, stanie na jednej nodze trzymając się jedną ręką… I takie tam.
Kolejno było naciąganie sznura. Kilka powtórzeń.
Znów kilka skłonów i przysiadów. I podskoki, żeby dosięgnąć tych farfocli na górze.
Ćwiczenie nadgarstków i ramion zakończone tzw. „wkręcaniem żaróweczek”
Naprawdę czułem się po tym wszystkim jak młody bóg…
…
… gdy podniosłem bezpiecznik i „nastała światłość” 😀
…
Dwie godziny ćwiczeń i jeszcze mi za to zapłacili 🙂 Chyba będę częściej tam zaglądał. Polubiłem wykonywanie instalacji elektrycznej na takich obiektach 😛













