Jeszcze będąc w pracy, chodziła mi po głowie.
Ona.
Kawa.
W myślach czułem jej miły zapach. Tylko o niej marzyłem wracając z pracy. Wiedziałem, że kawa będzie na mnie czekać w mieszkaniu. Że ta chwila relaksu spędzona z nią będzie niesamowita.
Szybko wziąłem prysznic. Wyszedłem z łazienki w samiutkim szlafroku.
Czekała. W kuchni. W krwistoczerwonym opakowaniu. Powoli objąłem ją dłońmi i przytuliłem do siebie myśląc sobie – wreszcie! Delikatnie zacząłem zdejmować połyskująco-satynowe opakowanie. Gdy je tylko rozchyliłem, dobiegł mnie ten subtelny zapach. Jeszcze tylko podnieść temperaturę i będę mógł się nią delektować. Po kilku minutach kawa była już gorąca. Zapach jeszcze bardziej intensywny niż wcześniej. Jeszcze nie skosztowałem, a już czułem jak kawa działa na moje ciało. Obejmując ją oparty o blat w kuchni zbliżyłem do niej swoje usta. Dotknąłem nimi. Rozkoszne ciepło na moich wargach spowodowało, że chciałem więcej. Rozchyliłem usta i jeszcze raz zbliżyłem ją do siebie. Skosztowałem. Na języku i podniebieniu rozniósł się jej przepyszny smak. Nie mogąc się powstrzymać – kolejno od samej góry – moje usta spijały łyczek po łyczku. Nie broniła się. Wręcz jakby kawa chciała najszybciej połączyć się z moim ciałem. Nie przeszkadzało jej że akurat w kuchni. Wydawało mi się jakbym to ja pieścił ją ustami – ale naprawdę to ona pieściła moje usta sobą.
Nie było zbyt wygodnie tak na stojąco w kuchni opierając się o blat, więc złapałem ją mocniej, podniosłem i zabrałem ją na kanapę w salonie. Siedząc obejmowałem ją dłońmi trzymając przed ją sobą na kolanach. Tak oddawaliśmy się wspólnym chwilom uniesienia. Tylko kawa i ja. Nic więcej. Moje serce biło coraz szybciej. „Cudowna, uwielbiam jak tak na mnie działasz” – miałem w myślach. Mógłbym tak bez końca. Ale łykając raz po raz nie mogłem się opanować i każdy kolejny łyk był szybszy, głębszy, pełniejszy… Chcąc najszybciej dotrzeć tam – najgłębiej jak się da. Do samiutkiego końca. Ostatnie kilka łyków były już naprawdę szybkie. Nachylona nade mną, a ja spijam jeszcze kilka ostatnich kropel. Czuję kawę całym ciałem, które teraz równomiernie pulsuje. W tym momencie jesteśmy jednością. Kawa i ja. Choć chciałbym więcej i więcej, to wiem, że kawa nie dała by mi spać w nocy… Ale rano… Chciałbym smakować kawę w sypialni, w łóżku, długo…
/Intuicja podpowiada Ci teraz, że w miejscu słowa „kawa” powinno być kobiece imię. Domyślasz się nawet jakie. A ja „Ufam Twojej Intuicji” 😉 /













