Szybkim krokiem turlasz walizeczkę po terminalu szukając odpowiedniej bramki, by się odprawić. Przepuścili… Uff… Teraz już tylko wsiąść do samolotu i dalej w drogę 😉
Siedzisz już wygodnie w samolocie. Uczucie szczęścia, że wszystko idzie z planem i ulgi, że teraz możesz chwilkę odpocząć czy nawet zdrzemnąć się, bo nie ma opcji przegapić miejsca w którym masz wysiąść – przeplata się z nerwami „a co jeśli się nie ucieszy?”, „a jeśli ma inne plany?”. No nic, teraz za późno, by to przerwać.
Samolot startuje. Lecisz. Próbujesz się przespać, ale adrenalina nie daje Ci chwili wytchnienia. Lądujesz nawet nie wiesz kiedy, bo Twoje myśli zajęte były czym innym. Wysiadasz. Rozglądasz się zdezorientowana mając w głowie tylko „czemu tu kurwa nie jest napisane wszystko jakimś normalnym językiem?”. Z drugiej zaś strony myślisz: „ej, tu są obrazki. Ikony. Egipcjanom to wystarczyło i piramidy wybudowali. Dasz Sobie radę” – pobudzasz Swoje ego do działania. Taki doping widać zadziałał znakomicie, bo nawet nie pytając nikogo trafiasz do odpowiedniego pociągu. Dwanaście minut później przesiadka na kolejny. Kolejne minuty lecą. Jedziesz. Nawet nie wiesz co było za oknami, bo Twoje skupienie zostało całkowicie pochłonięte wyświetlaczem z nazwą stacji do jakiej dojeżdża właśnie w danym momencie pociąg. Byle tylko wysiąść tam gdzie trzeba… Boszeee…. by się tylko wszystko udało…
Wysiadasz. Nerwowo spoglądasz w telefon, bo tam zapisałaś Sobie adres… Jest… Otwierasz google maps. Chcesz wpisać, ale Twoim oczom ukazuje się właśnie on na liście ostatnio wyszukiwanych. Uśmiechasz się Sama do Siebie. Klikasz „prowadź” i z wielką uciechą widzisz, że do celu pieszo masz 4min. drogi.
Jesteś pod drzwiami. Patrzysz na zegarek. Jest czternasta z minutami. Zdążyłam – myślisz. Oby – moment zawahania. Naciskasz nerwowo dzwonek… Cisza… Nic się nie dzieje. Nikt nie otwiera. Nerwowo naciskasz drugi raz, dłużej. Dalej nic… Żadnego ruchu… Nie ma nikogo… Twoje oczka lekko się zwilżyły. Usta, minka, wyraz Twarzy… Tego nie da się opisać… Byłaś tak szczęśliwa. Sięgnęłaś do kieszeni. Wyjęłaś klucz. Tak, ten klucz, który to niby przez roztargnienie zapomniałaś oddać ostatnim razem jak tu byłaś. Otwarłaś zamek, popchnęłaś drzwi, niepewnie, tak jakby zaraz ktoś miał wyskoczyć. Powolutku wślizgnęłaś się do mieszkania. Prawie na paluszkach jakbyś bała się obudzić domowników. Weszłaś dalej. Rozejrzałaś się. Popatrzyłaś do każdego pomieszczenia. Pusto. Nikogo nie ma. Co za ulga. „Jestem tu!!!!” krzyczałaś w myślach z radości. Po chwili do Ciebie dotarło, że już jest wpół do trzeciej. Zaraz wróci. Trzeba się ogarnąć szybko po tylu godzinach podróży. Szybko pod prysznic. Po kąpieli złapałaś pierwszy ręcznik jaki był pod ręką. Ubrałaś się. Schowałaś walizeczkę w sypialni i poszłaś do kuchni. Wstawiłaś wodę na kawę. Sprawdziłaś tylko w szafce, czy dobrze pamiętasz gdzie jest kawa. Tak, nic się nie zmieniło. Uspokojona z kawką w dłoni rozsiadłaś się w salonie na kanapie. Dumna z Siebie, ale jednocześnie zestresowałaś się – „jak on zareaguje gdy mnie tu zobaczy?. Dochodzi piętnasta – spoglądając na zegarek – zaraz będzie.” Kawa zdawała się potęgować podniecenie na samą myśl takiej niespodzianki jaką przyszykowałaś.
Dopiłaś kawę. Było już po trzeciej. Może nawet kwadrans po. Nie zjawia się… Czekasz, bo może później będzie… a może zakupy robi po drodze… Mijają kolejne minuty… Dochodzi czwarta… Zmęczona podróżą, nerwami i teraz czekaniem zwijasz się w kłębuszek na kanapie, nakrywasz się kocykiem, który dobrze znasz i powoli zasypiasz.
…
Jestem w pracy. Jest po czternastej. Przychodzi mi powiadomienie o wykryciu ruchu na kamerze skierowanej na wejście. Nie sprawdzam. Pewnie znowu złapała sąsiada jak idzie z psem na spacer. Minutę później przychodzi kolejne powiadomienie. Otwarcie drzwi wejściowych. Zestresowałem się. Sprawdzam szybko na kamerze , czy nie fałszywy alarm. Myślę już nawet jak tu policji wytłumaczyć o co chodzi. Otwieram nagrania z ostatnich minut… Widzę Ciebie Najmilsza… Zdenerwowana okrutnie – naciskasz na dzwonek. Za chwilę kolejny raz jeszcze bardziej nerwowo. Po chwili na Twojej twarzy maluje się tak promienisty uśmiech, oczka aż szklą się z radości. Drzwi się otwierają. Wchodzisz. Ja się uspokajam. Nikt mnie nie okrada. Zastanawiam się tylko co się stało, że tu jesteś. Tak bez zapowiedzi. To mnie trochę martwi. Nic nie pisałaś, żeby coś się działo. Że jakieś problemy, czy coś. Piszę do Ciebie sms. Ale raport doręczenia nie przychodzi. No nic, poczekam. Może zaraz dojdzie do Ciebie. Chciałbym się dowiedzieć, czy wszystko ok i poinformować, że kończymy właśnie ważny projekt i nie będę w domu jak zwykle w piątki po piętnastej tylko później.
Wracam do domu. Jest grubo po czwartej. Wiem, że tam jesteś. Nadal nie mam z Tobą kontaktu. Zaczynam się martwić. Otwieram drzwi. Wchodzę i słucham. Cisza. Wchodzę dalej nawet bez ściągania butów. Moim oczom ukazuje się taki słodziutki zwinięty w kłębek kociak który śpi sobie smacznie pod kocykiem na kanapie. Uroczy widok. Nie chcąc Cię obudzić powoli się wycofuję, by zdjąć z siebie nadmiarowe ubranie, które w domu mi niepotrzebne. Poszedłem do łazienki się umyć i po chwili wróciłem do salonu zerkając na Ciebie. Włączyłem ekspres, by zrobić sobie kawkę. Nie wiedziałem, czy też będziesz chciała dopóki nie zwróciłem uwagi na kubek z niedopitą kawą na ławie obok kanapy. Wstawiłem więc wodę w czajniku i zrobiłem Ci herbatkę.
Postawiłem herbatkę na ławie odsuwając na bok kubek po kawie. Tuż przy nim postawiłem swój kubek z kawą. Usiadłem na brzegu kanapy i pogłaskałem Twoją buźkę delikatnie zewnętrzną stroną dłoni, a raczej samymi palcami, by zrobić to jeszcze delikatniej. Mimo to otwarłaś oczy jakbyś się czegoś wystraszyła. Zrobiłaś najpierw wielkie oczy, by szybko po zobaczeniu, że to ja – przeszły niemal w oczka kota ze szreka… Łamiącym głosem powiedziałaś tylko: „Chciałam Ci zrobić niespodziankę… złościsz się na mnie?” Podniosłaś się i usiadłaś na kanapie patrząc na mnie nadal tym urokliwym spojrzeniem. Całości dopełniał fakt, że na buźce odbił Ci się fałdzik z kocyka, którego róg zwinęłaś Sobie pod głowę. Przytuliłem Cię i powiedziałem tylko: „Uwielbiam takie niespodzianki” 🙂
Podałem Ci herbatkę i powiedziałem tylko, byś opowiadała, bo pisałem do Ciebie, ale nie dochodzą do Ciebie smsy. Popatrzyłaś na telefon. Rozładował się. Wszystko jasne. Za chwilę go naładujesz. Nie ma pośpiechu. „Opowiadaj” ponagliłem.
Zaczęłaś opowiadać o wszystkich trudach jakie przeszłaś, by się tu dostać. Po kolei, krok po kroku. Planowanie, podróż… Ale ja się wyłączyłem. Wiedziałem że dotarcie tutaj Samej nie było łatwe, a zaplanowanie tego tym bardziej. Ja się skupiłem na Twojej uroczej buźce z odgniecionym na niej kocykiem, na melodii Twojego głosu opowiadającego z takim entuzjazmem, podekscytowaniem, wręcz podnieceniem. Zagubiłem się gdzieś w Twoich cudownych oczkach… Kontakt ze światem wrócił dopiero jak zaczęłaś się tłumaczyć i przepraszać, że tak bez zapowiedzi. Pytać, czy możesz zostać kilka dni i zapewniać, że nie będziesz mi przeszkadzała… i w ogóle…
Tego mogłem nie słuchać, a wysłuchać to co mówiłaś wcześniej. Mój błąd. Objąłem Cię i powiedziałem tylko: „Zostań ile chcesz, klucz masz mała urocza kombinatorko. Cieszę się, że tu jesteś”. Wtuliłaś się we mnie tak mocno, że aż na małym palcu u nogi poczułem ten kamień, który spadł Ci z serca. 😛 I dodałem: „Wystarczyło wariatko zadzwonić do mnie z lotniska i bym Cię odebrał. To i tak niespodzianka, że przyleciałaś”. Trwaliśmy tak chwilę w milczeniu i bez ruchu wtuleni w siebie.
„Jest piątek” – powiedziałem po chwili. „Nie obraź się, ale muszę jakieś zakupy zrobić do domu, żeby było co jeść, a w sobotę są w sklepach tłumy”. Zapytałem, „czy chcesz jechać ze mną, czy wolisz zostać i odpocząć”. Powiedziałaś, że możesz jechać ze mną, jeśli to nie problem dla mnie. „Dobra, to za godzinkę jedziemy. Jesteś głodna?? Bo ja tak 😛 „
Zrobiłem nam tosty, bo to w sumie szybkie, pożywne i niezdrowe, ale smaczne 🙂 Chleb tostowy pełnoziarnisty, serek, szynka i oczywiście moje tajemnicze dodatki. A zamiast masła dodałem (kiedyś sprawdzisz 😉 )
Szybkie zakupy, powrót do domu i usiedliśmy na kanapie rozmawiając o różnych tam pierdołach. Trzymałaś mnie pod ramię i opierałaś o nie głowę cały czas. Było miło, bardzo miło. Zaproponowałem drinka. Po chwili zawahania się skusiłaś. Zrobiłem nam po drineczku, słabym, żeby Cię nie upić od razu (tylko po chwili 😛 ) Podałem Ci szklaneczkę i poszedłem przygotować Ci sypialnię, żebyś miała gdzie spać. Ręczniki i ubrania na ewentualną pidżamkę jakbyś czasem nie wzięła nic ze sobą. Wróciłem do Ciebie i dalej rozmawialiśmy. Ty wtulona, ja bawiący się Twoimi włosami…
Przyjemny czas mija szybko. Nie wiadomo kiedy zrobiła się północ. Ty zmęczona po całym dniu, zaczęłaś mi się osuwać na ramieniu usypiając… Wziąłem Cię na ręce… Zdziwiona ocknęłaś się nagle. Powiedziałem, że odstawiam Cię do sypialni, bo i tak zaraz padniesz. I tam Cię zaniosłem.
No ale jak to z kobietami bywa… Nieważne, że facet Cię zaniósł wprost na łóżko… Nie… Ty musisz jeszcze się umyć, przebrać, ząbki jeszcze i takie tam. Cóż… Droga do łazienki z sypialni taka sama jak z salonu. Radź sobie 😛 Ja wróciłem do salonu. Odpaliłem kompa gdy Ty się myłaś. Sprawdziłem pocztę. Szybki look po „niusach” z dnia i takie tam. Ogólnie „prasówka”. Wyszłaś z łazienki. Ziewając powiedziałaś dobranoc, uśmiechnęłaś się do mnie i poszłaś do sypialni. Ja poszedłem się umyć przed snem. Wychodząc zaglądnąłem jeszcze do sypialni, czy wszystko ok, czy czegoś nie potrzebujesz. Byłaś już opatulona kołderką po uszy. Stojąc w drzwiach powiedziałem tylko „Dobranoc Najmilsza, śpij dobrze”.
Wróciłem do salonu. Rozłożyłem kanapę. Przygotowałem kołdrę i poduszkę dla siebie. Wyszedłem na balkon zapalić. Wróciłem i położyłem się. A że nie chciało mi się jeszcze spać to odpaliłem na smartfonie fejsa. Przewijałem w poszukiwaniu czegoś fajnego. Minuty mijały. Nie znalazłem. Wszedłem na Youtube z zamiarem oglądnięcia ulubionych kanałów i zobaczenia co tam nowego wstawili. Zająłem się oglądaniem. Ściszyłem tylko głos, by Cię nie obudzić przypadkiem.
…
Ty w tym czasie początkowo usypiająca na moim ramieniu nagle wybiłaś się ze snu. Kręciłaś się na łóżku szukając wygodnej pozycji. W głowie kołatały się myśli. Nie pomagało to usnąć. Popatrzyłaś na zegarek obok łóżka. Pokazywał dokładnie 24,5st Celsjusza i prawie pierwszą. Podniosłaś się. Wstałaś i wyszłaś z sypialni…
Ja leżąc na kanapie i oglądając filmiki na YT usłyszałem odgłos gołych stópek na podłodze w przedpokoju. Pomyślałem, że pewnie zapomniałaś jeszcze siku przed spaniem. W końcu byłaś w łazience tylko pół godziny. Mogło się zdarzyć 😉
Ale te stópki powolutku szły dalej. Odwróciłem wzrok w stronę drzwi salonu i zobaczyłem Ciebie. W mojej koszulce, którą Ci na wszelki wypadek przygotowałem i z zupełnie gołymi nóżkami. To nie jest widok dla faceta pomagający zaraz usnąć. Dla mnie jest to ulubiony widok kobiety. Nie w makijażu, nie w minisukience, nie w szortach, czy seksownej bieliźnie. Taki widok to dla mnie kwintesencja kobiecości. No i rozproszyłaś moje myśli, nie da się ukryć. Szłaś z minką małej dziewczynki, tuptałaś aż do kanapy na której leżałem. Widząc, że nie śpię usiadłaś nieśmiało na brzegu. Nachyliłaś się nade mną i łamiącym się jakby w niepewności głosem i pół szeptem powiedziałaś wprost do mojego ucha:
(…) cdn 😉













