Alternatywna wersja „A to Ci niespodzianka cz2” albo zwyczajnie uzupełnienie 🙂
Przyszłaś z minką małej dziewczynki, tuptałaś aż do kanapy na której leżałem. Widząc, że nie śpię usiadłaś nieśmiało na brzegu. Nachyliłaś się nade mną i łamiącym się jakby w niepewności głosem i pół szeptem powiedziałaś wprost do mojego ucha: ”pod łóżkiem jest jakiś potwór…” i chciałaś coś jeszcze dodać, ale przerwałem Ci podnosząc się i mówiąc: „Poczekaj chwilkę…”.
Wstałem i szybkim krokiem poszedłem do sypialni. Klęknąłem zerkając pod łóżko i powiedziałem na głos (sam do siebie 😉 , ale tak, żebyś słyszała):
A co ty tu robisz? Gdzie miałeś być?
… (cisza)
No i co że jest ładna? Jak się umawialiśmy?
… (cisza)
Tak, wiem, że ładnie pachnie. A teraz zmykaj do swojej szafki!
… (cisza)
No, zimno?! Akurat! W środku lata?! Już, migiem!
Po czym uchyliłem drzwi sypialni, następnie otwarłem drzwi do korytarzyka przy drzwiach wejściowych i zamykając je powiedziałem tylko „Dobranoc”.
Wróciłem do Ciebie. Miałaś oczka wielkie jak dmuchawce i patrzyłaś na mnie z minką jakbyś dopiero co zobaczyła UFO.
„Z kim Ty rozmawiałeś?” nieśmiało i z lekkim przerażeniem zapytałaś.
„Chodź do sypialni, zaraz Ci opowiem. Jego już tam nie ma” odpowiedziałem i biorąc Cię za rękę zaprowadziłem na łóżko. Posadziłem na nim i trzymając Twoje stópki jeszcze chwilkę, nieco uniesione – otrząsnąłem z nich dłonią drobinki które zebrałaś z podłogi. Położyłaś się, a ja nakryłem Cię kołderką i zawinąłem ją pod boczki i stópki, by było Ci ciepło. Położyłem się obok zabierając Ci skrawek poduszki i zacząłem opowiadać…
„Bo widzisz, to nie jest żaden potwór. Znalazłem go kiedyś smutnego jak siedział na krawężniku podczas deszczu. Zapytałem go co się stało? Powiedział, że się zgubił, bo mieszkał pod łóżkiem w pokoju dziecinnym z taką jedną rodziną. Ale oni wyjechali na urlop. I mu się nudziło. Wyszedł na zewnątrz bo nigdy wcześniej nie był. Pospacerował sobie, bo była ładna pogoda i chciał wrócić…
Ale nie wie jak dom w którym mieszkał wygląda z zewnątrz, bo zawsze był tylko w środku. Już tydzień się kręci po okolicy, bo może pozna domowników jak wrócą i będzie wiedział gdzie ma iść.
Zaproponowałem, by poszedł do mnie, bo zimno i leje, a oni pewnie na taką pogodę nie wyjdą z domu jeśli nawet już wrócili. Obiecałem, że będzie mógł jutro, czy w kolejny dzień szukać ich po okolicy.
Ponad miesiąc chodził i szukał, aż w końcu się u mnie zadomowił. Jest miły, uprzejmy i grzeczny. Ma na imię Bobusław, zdrobniale Bobuś i tak na niego wołam. Choć ponoć dzieci mówią na niego Bobo.
Mieszka już ze mną ponad rok. Jest bardzo pomocny. Na przykład przegania pająki z sypialni. One jak go zobaczą wszystkimi swoimi oczami to tak uciekają, że aż im się nogi plątają. Nauczyłem go paru rzeczy i umie zapalać światło jak mnie nie ma, żeby inni myśleli, że mieszkanie nie jest puste. Włącza mi ogrzewanie w zimie jak wie, że za niedługo wrócę z pracy. Nawet czasem jak jest ładna pogoda to otworzy okno dachowe w łazience, żeby przewietrzyć mieszkanie.
Ale też jest trochę niezdara, może dlatego, że jeszcze młody. Czasem zrzuci niechcący ręcznik w łazience na podłogę, czasem stuknie czymś w zlewie jak wkłada brudne naczynie.
Jest bardzo fajny, ja go lubię. Ty też go polubisz, musisz go tylko bardziej poznać.”
Tak opowiadając nawet nie wiem kiedy zasnęłaś. Słodziutko. Wręcz uroczo. Poprawiłem Ci włoski, dałem buziaka w czółko, sprawdziłem czy jesteś cała przykryta i wróciłem do salonu…













