Od rana chodziłaś, a raczej snułaś się po domu jakaś taka smutna, zamyślona. Widać było, że coś Cię gnębi i jesteś „nie w sosie”. Cierpliwie czekałem, czy Sama mi powiesz o co chodzi, czy mam się domyślić 😛
Pomimo wspólnej kawki, śniadanka i innych czynności byłaś strasznie, ale to wręcz przerażająco małomówna. Jednak nic nie wskazywało na to, bym ja miał być powodem Twojego stanu, bo mimo wszystko starałaś się dość życzliwie do mnie zwracać i czasem nawet lekko, choć jakby z musu uśmiechnąć.
Przytuliłem Cię po raz kolejny dzisiaj. Znów oparłaś głowę na moim ramieniu, ale jakoś tak bez przekonania. Zacząłem się bać, że może źle Ci tu ze mną, albo tęsknisz mocno za czymś czego ja nie jestem w stanie Ci zapewnić.
Nurtowało to długo moją głowę i myśli krążyły wokół tego, by się jakoś dowiedzieć o co chodzi, ale jednocześnie nie naciskać… Nie było to takie proste :/
W końcu zwróciłem uwagę na fakt, że za każdym razem przechodząc z salonu do łazienki, czy innych pomieszczeń zerkasz w lustro i robisz dość skrzywioną minkę. Jakbyś była zawiedziona tym co w nim widzisz.
Gdy po raz kolejny wróciłaś do salonu i szukałaś Sobie jakiegoś zajęcia, zupełnie jakby tylko miało to zająć Twoje myśli czym innym, podszedłem do Ciebie. Złapałem delikatnie dłońmi za policzki i skierowałem Twój wzrok na siebie. Popatrzyłaś na mnie, ale zupełnie jakbyś myślami była gdzieś w innym miejscu…
- Ślicznotko… – zacząłem, ale mi przerwałaś.
- Taaa… ślicznotko… – i zrobiłaś smutną minkę.
Dałem Ci buziaki w usta, nosek i czółko.
- No więc co Cię gryzie Najmilsza? – zapytałem próbując jeszcze raz nawiązać jakiś bardziej rozbudowany dialog.
- Jestem stara, brzydka, mam zmarszczki, fałdki na skórze, nie wiem co ty we mnie widzisz…
- Najmilsza! – stanowczo odparłem – za to wzrok masz dobry – dodałem w żartach i uśmiechnąłem się do Ciebie.
- Dobijaj mnie jeszcze – powiedziałaś i spuściłaś głowę jakby na znak, że zrobiło Ci się smutno, choć kąciki ust wyginające się w górę zdradzały, że chciało CI się śmiać z tak głupiego tekstu jaki przed chwilą rzuciłem.
Szybkim ruchem podniosłem Cię na ręce. Zupełnie się tego nie spodziewałaś, ale jakby znałaś mnie już na tyle, że czułaś się zaskoczona tym co robię. Zaniosłem Cię do łazienki i postawiłem przy umywalce, dokładnie na wprost lustra nad nią. Popatrzyłaś jakby odruchowo w lustro i znów Twoja minka posmutniała. Odwróciłem Cię tyłem do niego, a przodem do siebie.
- Głupoty Ci chodzą po głowie Najmilsza, trzeba się ich pozbyć, a gadaniem się tego nie zrobi…
Zaraz jak to powiedziałem to podszedłem do wanny i odkręciłem wodę i przestawiłem na prysznic. Popatrzyłaś na mnie jak na jakieś ufo przez moment.
- Ściągaj ten worek pokutny z Siebie – powiedziałem i zacząłem Cię bez pytania o zgodę rozbierać.
Chciałaś coś powiedzieć, może nawet zaprotestować, ale dałem Ci całusa po czym dodałem:
- Zajmę się Tobą, zrzucimy z Ciebie te smutki i umyjemy Ci porządnie głowę, bo głupoty Ci po niej chodzą.
W zasadzie kończąc to zdanie kończyłem zdejmować z Ciebie ostatnią część ubrania jaką była bielizna. Ponownie podniosłem na ręce i wstawiłem do wanny pod ciepły strumień wody, który popłynął po Twoich ramionach i pleckach. W ułamku sekundy zrzuciłem z siebie ubranie i stanąłem pod prysznicem tuż za Tobą. Objąłem Cię w pasie i przysunąłem do siebie, by strumień wody popłynął po Twojej głowie i namoczył nieco włosy. Wziąłem słuchawkę (głupia nazwa dla tego wynalazku – chyba że wzięła się od śpiewania pod prysznicem) i namoczyłem delikatnie resztę włosów tak, by woda nie popłynęła po Twojej buźce i oczkach. Stałaś jakby w oczekiwaniu co będzie dalej. Nic nie mówiłaś. Wziąłem do ręki szampon i nie żałując jego ilości nabrałem tyle ile tylko zmieściło mi się na dłoni. Powoli rozprowadziłem go po Twojej głowie i włosach. Nabrałem jeszcze trochę i uzupełniłem w brakujących miejscach. Rozpocząłem masaż skóry na głowie, delikatnie, paluszkami. Twoje ciałko nieco się naprężyło, co prawdopodobnie oznaczało, że Ci to sprawia przyjemność. Masowałem tak Twoją głowę dłuższą chwilę, momentami bawiąc się nieco włoskami, po czym moje paluszki zaczęły masować Twoje uszka i delikatnie smyrać za nimi, aż do linii karku…
Nabrałem na dłoń żelu do kąpieli i powoli moje dłonie masowały jednocześnie myjąc resztę Twojego ciałka. Szyję, ramiona… bez pośpiechu… na każdym z tych miejsc skupiałem się jakby było najważniejsze. Powoli moje dłonie przesunęły się na plecki i pupcię. Po raz kolejny nabrałem żelu i nadal stojąc za Tobą położyłem je na Twoim brzuszku, by jednocześnie przysuwając Cię do siebie, zacząć go myć, smyrać i przenieść się na piersi. Twój oddech już od dobrej chwili wskazywał, że jest Ci miło i przyjemnie. Gdy już cała do pasa byłaś w żelu i pianie, przyklęknąłem za Tobą i ponownie nabierając żel zacząłem masować i myć Twoje nóżki. Z tyłu… z przodu… niby mimowolnie muskając muszelkę paluszkami… W pewnym momencie gdy moja dłoń była na Twoim udzie od wewnętrznej strony, przeniosłem ją na ten cudowny kwiatuszek i zacząłem zataczać tam kółeczka, przesuwać dłoń i palce z góry na dół… na boki… Czułem jak miękną Ci powoli kolana… Drugą dłonią przejechałem po Twoich pleckach od samej pupy aż po kark, jednocześnie się podnosząc. Odwróciłem Cię przodem do siebie, dałem soczystego całusa, trzymając jedną dłoń na Twoim karku, a drugą na pupie.
Dałem Ci jeszcze całuska w nosek i zacząłem spłukiwać z Ciebie całą tą pianę, ponownie masując głowę, włoski, kark… i wszystko inne 😉
Gdy skończyłem, dałem Ci lekkiego klapsa w tyłeczek, posłałem całuska w czółko i powiedziałem:
Mam nadzieję, że zmyłem te głupoty co chodziły Ci po głowie… Widzimy się za chwilkę w sypialni, a tam wycałuję każdy skrawek Twojego ciałka, który mi się podoba… Tylko tym razem nie zamykaj oczek, żebyś widziała i na przyszłość pamiętała gdzie całowałem 😉













